Samorządy muszą zmienić priorytety
MDS-y to dodatek, a nie fundament ochrony ludności

Polska debata publiczna o ochronie ludności utknęła w martwym punkcie. Niemal całą uwagę pochłaniają Miejsca Doraźnego Schronienia — tymczasem eksperci są zgodni: MDS-y to najmniej istotna warstwa systemu, a ich rola jest powszechnie rozumiana opacznie. Dopóki samorządy nie zmienią priorytetów, budujemy most, który nie prowadzi na drugi brzeg.

Czym naprawdę jest MDS i kto może go uruchomić?

MDS to nie jest gotowy obiekt zbiorowej ochrony. To obiekt — najczęściej podziemny parking lub magazyn — który może zostać przekształcony w miejsce doraźnego schronienia, ale dopiero po spełnieniu ściśle określonych warunków. Kluczowy jest tu aspekt prawny: aktywacji MDS może dokonać wyłącznie wójt, burmistrz lub prezydent miasta, i to jedynie po oficjalnym ogłoszeniu stanu nadzwyczajnego lub stanu wojennego. W czasie pokoju, nawet wobec rosnącego zagrożenia, uruchomienie MDS pozostaje poza zasięgiem lokalnych władz.

Zanim MDS zacznie pełnić swoją funkcję, konieczne jest usunięcie samochodów i wyposażenia, uporządkowanie przestrzeni, przygotowanie wyjść ewakuacyjnych oraz oznakowanie i doposażenie obiektu. To jednak nie wszystko — i tu pojawia się problem, o którym mówi się zbyt rzadko.

Stropy, stęple i drogi, którymi nikt nie dojedzie

Większość obecnie adaptowanych piwnic nie posiada stropów wystarczająco wytrzymałych, by przetrwać ryzyko zagruzowania podczas bombardowania. Przed dopuszczeniem ludzi do MDS zarządcy muszą je wzmocnić stęplami — tymczasowymi konstrukcjami podpierającymi. Problem w tym, że stęple mogą być magazynowane w innych lokalizacjach niż same MDS-y. W warunkach pokojowych to kwestia logistyki. W warunkach konfliktu — kiedy drogi mogą być nieprzejezdne, a paliwo niedostępne — transport niezbędnego sprzętu może okazać się niemożliwy.

Cały proces przygotowania MDS-ów może trwać nie godziny, lecz dni co czyni go narzędziem nieodpowiednim do ochrony przed nagłym atakiem rakietowym czy dronem bojowym.

Jeśli jest czas na MDS, jest czas na ewakuację

MDS-y mogą mieć praktyczne zastosowanie wyłącznie w scenariuszu długotrwałego, przewidywalnego konfliktu. Tyle że w takim scenariuszu znacznie racjonalniejszym działaniem jest ewakuacja ludności. W przypadku nagłego ataku MDS-y po prostu nie zdążą zostać przygotowane.

Nawet w pełni uruchomiony MDS nie chroni przed falą uderzeniową, skażeniami chemicznymi lub radiologicznymi ani przed pożarami i wtórnymi eksplozjami. To nie schron — to tymczasowe zadaszenie, które może być lepsze niż nic, ale nie powinno być traktowane jako filar systemu bezpieczeństwa.

„System oparty na samych MDS-ach jest systemem ubogim" — mówi wprost Piotr Jarosz, ekspert w dziedzinie budowli ochronnych w HOLDFORT S.A. „Bez budowy prawdziwych schronów MDS-y mogą stać się nie tyle przystankiem na drodze do bezpiecznego schronienia, co miejscem ostatecznym."

Ukrycia i schrony — fundament, którego brakuje

Eksperci apelują, by samorządy skoncentrowały wysiłki na elementach systemu, które rzeczywiście ratują życie. Pierwszym i najważniejszym są ukrycia stale gotowe całą dobę — zaadaptowane piwnice i podziemia szkół, urzędów i przychodni, dostępne natychmiast, bez decyzji administracyjnych. To jedyna forma ochrony, którą mieszkaniec może osiągnąć w ciągu minut.

Równie istotne są właściwe schrony — odporne na falę uderzeniową, skażenia i pożary, umożliwiające wielogodzinny pobyt. Do tego dochodzą sprawny system alarmowania, edukacja obywatelska z mapami ukryć oraz plany ewakuacyjne z regularnymi ćwiczeniami.

Schrony dla wszystkich — mrzonka czy realna szansa?

Budowa schronów to dla większości samorządów perspektywa długofalowa i kosztowna. Eksperci wskazują jednak na konkretne narzędzie: model Partnerstwa Publiczno-Prywatnego.

„Schron nie musi stać pusty i generować wyłącznie kosztów" — mówi Piotr Jarosz z HOLDFORT S.A. „Dwufunkcyjność to klucz: w czasie pokoju obiekt zarabia na siebie, w czasie zagrożenia — ratuje życie. Model PPP pozwala połączyć interes komercyjny inwestora z interesem publicznym państwa. To nie jest utopia — to sprawdzony mechanizm, który czeka tylko na odwagę decydentów."

Idea jest prosta: gmina wnosi grunt i ulgi podatkowe, inwestor prywatny buduje obiekt spełniający normy schronu, który w czasie pokoju funkcjonuje komercyjnie. Kluczowym zapisem każdej takiej umowy byłby mechanizm gotowości: w razie ogłoszenia stanu zagrożenia obiekt w ciągu 24 godzin staje się schronem dla mieszkańców.

To model, który nie wymaga rewolucji budżetowej — wymaga woli politycznej i myślenia o bezpieczeństwie jak o inwestycji, a nie o koszcie.

Most zawieszony w próżni

„Dzisiejszy model MDS-ów przypomina most bez zejścia na drugi brzeg" — podsumowuje Piotr Jarosz. „Można go zbudować, można oznaczyć na mapie, można się nim chwalić — ale jeśli nie prowadzi do realnej ochrony, nie spełnia swojej funkcji. MDS-y bez ukryć i schronów gotowych całą dobę są właśnie taką konstrukcją zawieszoną w próżni."

MDS-y mają swoje miejsce w systemie ochrony ludności — ale wyłącznie jako uzupełnienie, nie fundament. Dopóki polskie samorządy nie zaczną inwestować w ukrycia i schrony gotowe na każde zagrożenie, debata o MDS-ach pozostanie rozmową o dekoracji, a nie o bezpieczeństwie.

pobierz Analizę:
Zapotrzebowanie Warszawy na budowle ochronne.pdf

Zapraszamy do kontaktu


Na dedykowaną infolinie:
+48 71 78811-10
bądz mailowo: